Różowe oblicze iPoda

Steve Jobs to prawdziwy mistrz świata jeśli chodzi o budowanie marki. Promocję, marketing oraz utrzymywanie relacji z klientem zgłębił do tego stopnia, że kiedy na rynku ma pojawić się nowy produkt Apple, to wszystkie media przestają nagle mówić o wojnach, polityce, opiece zdrowotnej, a nawet romansach gwiazd i zaczynają w podnieceniu zgadywać czym i jak tym razem zaskoczy nas odwieczny rywal Microsoftu. Rywal, który – będąc już przy firmie Billa Gatesa – w słowach większości dziennikarzy jawi się niczym anielska dobroć dzielnie odpierająca ataki złowrogiego Billa.
Warto zauważyć, że chociaż po każdym produkcie Apple świat ogrania szaleństwo zakupów i tysiące ludzi stoją w wielometrowych kolejkach aby tylko kupić najnowszy gadżet z nazwą poprzedzoną literką „i”, to jednak w rzeczywistości najciekawsze rzeczy produkuje nie Apple lecz małe prywatne firmy tworzące dodatki do produktu wypromowanego przez Steva Jobsa. Często bowiem szarzy i drobni producenci potrafią wymyślić urządzenia, na których pomysł nie wpadł by nawet sam guru Apple. Nie wierzycie? Oto przykład urządzenie, oto prosty przykład – iGasm. Czym jest iGasm? Powiedzmy tak…miejscem jego sprzedaży jest…sexshop, a on sam leży na półce oznaczonej napisem „wibratory”. Zaskoczeni? Cóż iGasm to po prostu wibrator kompatybilny z iPodami. Możemy podłączyć go do naszego urządzenia i od tego momentu będzie on serwował nam drgania dostosowane do rytmu odtwarzanej aktualnie muzyki. Prawda, że czegoś takiego nawet sam Steve Jobs najpewniej się nie spodziewał?



Tags: , , , , , ,
This entry was posted on Monday, March 1st, 2010 at 12:42 and is filed under Rozrywka. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.